Budowa basenów
Zimowanie basenu: Jak chronić inwestycję w sezonie zimowym?
W Polsce coraz więcej osób decyduje się na posiadanie basenu ogrodowego – zarówno basenów stelażowych, jak i solidnych konstrukcji żelbetowych czy laminatowych. Jednak wraz z końcem lata pojawia się nieuniknione pytanie: co zrobić z basenem na zimę? Nieprawidłowe zabezpieczenie może doprowadzić do pęknięcia niecki, rozsadzenia rur, zniszczenia pompy, a nawet całkowitej konieczności wymiany całej instalacji hydraulicznej. Dobrze przeprowadzone zimowanie pozwala natomiast cieszyć się basenem przez wiele kolejnych sezonów bez większych napraw.
Dlaczego nie należy całkowicie opróżniać basenu?
Jednym z najczęstszych mitów jest przekonanie, że na zimę trzeba spuścić całą wodę. W rzeczywistości prawie nigdy nie jest to dobry pomysł (z wyjątkiem małych basenów stelażowych i rozporowych). Pusta niecka narażona jest na ogromne siły parcia gruntu, szczególnie gdy gleba jest wilgotna i zamarza. Woda pozostawiona w basenie działa jak przeciwwaga – stabilizuje konstrukcję i chroni ją przed odkształceniami oraz pękaniem.
Najlepszą praktyką jest obniżenie poziomu wody do około 10–20 cm poniżej krawędzi skimmerów i dysz wlotowych (najczęściej 30–40 cm poniżej górnej krawędzi niecki). Dzięki temu instalacja hydrauliczna pozostaje sucha i nie grozi jej rozsadzenie przez lód.
Dokładne czyszczenie – podstawa udanego zimowania
Zanim w ogóle zaczniemy myśleć o chemii czy pokrywie, basen musi być idealnie czysty. Pozostawione na dnie liście, gałęzie, glony czy tłuste osady organiczne przez całą zimę będą gnić i tworzyć idealne środowisko dla bakterii oraz czarnych osadów. Wiosną usunięcie takich zabrudzeń będzie bardzo trudne i kosztowne.
Zacznij od mechanicznego zebrania wszystkich zanieczyszczeń pływających. Następnie dokładnie odkurz dno i ściany (najlepiej robotem basenowym lub odkurzaczem ręcznym). Na koniec wykonaj tzw. chlorowanie szokowe (duża dawka chloru, zazwyczaj 10–20 ppm), aby zabić wszystkie mikroorganizmy. Dopiero gdy woda jest krystalicznie czysta i nie ma śladu glonów, można przejść do dalszych etapów.
Regulacja parametrów wody i zastosowanie chemii zimowej
Woda, która ma przetrwać mrozy, musi mieć odpowiednie parametry chemiczne. Najważniejsze są:
-
pH na poziomie 7,2–7,6 (najlepiej 7,4)
-
alkaliczność całkowita (TA) w granicach 80–120 mg/l
-
stabilizator chloru (kwas cyjanurowy) około 30–50 mg/l
Po ustabilizowaniu tych wartości dodajemy specjalny preparat do zimowania basenu. Dobre środki zimowe zawierają połączenie algicydów długo działających, flokulantów i inhibitorów osadów kamiennych. Ich zadaniem jest zapobieganie rozwojowi glonów, minimalizacja osadów oraz utrzymanie wody w stanie względnej przejrzystości przez całą zimę. Najczęściej stosuje się jedną dużą dawkę tuż przed założeniem pokrywy – nie trzeba wtedy kontrolować parametrów co tydzień.
Zabezpieczenie instalacji hydraulicznej i osprzętu
Ten etap budzi najwięcej emocji i jednocześnie prowadzi do największych finansowych strat wiosną – wystarczy bowiem zostawić choćby kilkadziesiąt mililitrów wody w niewłaściwym miejscu, by pod wpływem zamarzania rozsadzić rurę, skimmer czy pompę. Kluczowe jest więc usunięcie całej wody z elementów instalacji, które znajdują się powyżej poziomu wody pozostawionej w niecce lub mogą być narażone na zamarzanie.
Zacznij od pompy filtracyjnej – należy ją całkowicie opróżnić, najlepiej odkręcając kosz ssawny i odwracając pompę do góry nogami, a następnie wydmuchując resztki wody sprężonym powietrzem. Po dokładnym osuszeniu pompę warto zabrać do suchego, najlepiej ogrzewanego pomieszczenia gospodarczego na całą zimę. Podobnie postępujemy z filtrem piaskowym: spuszczamy całą wodę przez korek spustowy na dole zbiornika, a następnie kilkukrotnie przełączamy wielodrożny zawór na pozycje „płukanie” i „płukanie wsteczne” przy suchym filtrze, by usunąć wilgoć z piasku i z wnętrza zaworów. Na koniec wszystkie króćce zaworu szczelnie zamykamy korkami lub zaślepkami.
Najbardziej newralgiczne miejsca to skimmery, dysze wlotowe, wylotowe oraz oczka lamp LED – wszystkie te elementy trzeba zaślepić specjalnymi korkami zimowymi (popularnie nazywanymi gizmoidami lub korkami rozporowymi). Gizmoidy wkręcają się lub rozpierają w otworze i skutecznie blokują dopływ wody do rur, jednocześnie chroniąc plastikowe elementy przed pękaniem. W miejscach szczególnie narażonych na ciśnienie lodu (np. przy wysokim poziomie wód gruntowych) dodatkowo umieszcza się w basenie piankowe pływaki kompensacyjne – długie wałki lub poduszki, które absorbują rozszerzanie się lodu i zmniejszają nacisk na ściany oraz dysze.
Rury i węże to kolejny newralgiczny punkt. Najskuteczniejszą i najczęściej polecaną metodą jest dokładne wydmuchanie ich sprężonym powietrzem – najlepiej kompresorem warsztatowym o ciśnieniu 3–6 bar. Powietrze wdmuchuje się kolejno przez każdy otwór (zaczynając od najwyższego punktu instalacji), aż przestanie wypływać woda. Po wydmuchaniu otwory natychmiast zatyka się korkami. W regionach o bardzo surowych zimach (gdy temperatura spada regularnie poniżej -20 °C) niektórzy stosują dodatkowo specjalny, nietoksyczny preparat antyzamarzaniowy do rur basenowych – jest to jednak rozwiązanie rzadziej wybierane, bo wymaga późniejszego dokładnego płukania wiosną.
Nawet najmniejsza kałuża wody ukryta w łuku rury lub w zakręcie może podczas zamarzania wywierać ciśnienie rzędu kilkuset kilogramów na centymetr kwadratowy – to wystarczająco dużo, by rozerwać PVC lub rozsadzić złącze. Dlatego tak ważne jest, by po każdym kroku sprawdzać, czy gdzieś nie została wilgoć. Staranne wykonanie tej części zimowania to najtańsza polisa ubezpieczeniowa Twojego basenu – koszt korków, kompresora i kilku godzin pracy jest nieporównywalnie niższy niż wymiana pękniętej instalacji hydraulicznej.
Wybór i montaż solidnej pokrywy zimowej
Pokrywa zimowa to nie tylko dodatek, lecz ostatnia i najczęściej decydująca linia obrony przed zniszczeniami, które mogą pojawić się między listopadem a marcem. Jej zadaniem jest nie tylko ochrona powierzchni wody przed liśćmi, gałęziami, pyłem, odchodami ptaków i innymi zanieczyszczeniami, ale przede wszystkim minimalizacja parowania, stabilizacja parametrów chemicznych oraz – co najważniejsze – przenoszenie ciężaru śniegu i lodu bez uszkodzenia konstrukcji basenu.
Najlepsze rezultaty przynoszą dedykowane, solidne pokrywy zimowe typu safety cover lub winter deck cover. Są to grube, wielowarstwowe plandeki (najczęściej z polipropylenu wzmocnionego siatką poliestrową lub laminowanego PVC), które mocuje się na stałe do obrzeża basenu za pomocą systemu stalowych kotew, sprężystych linek bungee i metalowych sprzączek. Tego rodzaju pokrywy projektowane są z myślą o obciążeniu śniegiem rzędu 80–150 kg/m² (w zależności od modelu nawet do 200–250 kg/m² w wersjach premium), a ich krawędzie są tak dopasowane i napięte, że woda opadowa oraz roztopiony śnieg spływają poza basen, zamiast gromadzić się w zagłębieniach.
Kluczową cechą dobrej pokrywy safety jest jej szczelność na obwodzie – nie może dopuszczać do wpadania liści i owadów pod spód, a jednocześnie musi umożliwiać odprowadzanie wody z powierzchni. Dzięki temu pod plandeką utrzymuje się względnie stabilne, ciemne i chłodne środowisko, w którym glony i bakterie mają bardzo ograniczone szanse na rozwój, nawet jeśli zima jest łagodna i występują okresy odwilży.
Zdecydowanie należy unikać tanich zamienników, które w Polsce najczęściej pojawiają się pod nazwami „folia solarna na zimę”, „pokrywa termiczna 180–300 mikronów” czy zwykłe plandeki budowlane kupowane w marketach. Te materiały są zbyt cienkie (zazwyczaj 180–400 mikronów), elastyczne i kruche w niskich temperaturach – pękają już przy 5–10 cm mokrego śniegu, a ich mocowanie (zwykle sznurkiem przewlekanym przez oczka lub workami z piaskiem) okazuje się zupełnie niewystarczające. Po pierwszym większym opadzie śniegu taka folia najczęściej zapada się do środka basenu, tworząc wielkie worki z wodą i lodem, które niszczą zarówno samą plandekę, jak i krawędź niecki, a niekiedy nawet dysze i skimmery.
Montaż solidnej pokrywy wymaga staranności i najlepiej wykonać go w dwie osoby. Najpierw dokładnie czyścimy i osuszamy obrzeże basenu, następnie rozmieszczamy kotwy (zwykle co 60–90 cm, w zależności od producenta), wiercimy otwory i osadzamy je na kotwach chemicznych lub rozporowych (w betonie) albo na specjalnych płytkach kotwiących (przy basenach drewnianych i panelowych). Po zamocowaniu kotew naciągamy linki krzyżowo, zaczynając od środka i pracując na zewnątrz, aż pokrywa będzie równo napięta, bez fałd i worków. Na koniec sprawdzamy, czy nie ma miejsc, w których woda mogłaby się gromadzić – jeśli są, delikatnie korygujemy napięcie linek.
Dobrze zamontowana i dobrana pokrywa safety nie tylko chroni basen przed zabrudzeniem i uszkodzeniami mechanicznymi, ale także pozwala wiosną zaoszczędzić kilkaset, a nawet kilka tysięcy złotych na chemii, czyszczeniu i ponownym uruchamianiu instalacji. To jeden z tych elementów zimowania, w których oszczędzanie na materiale i robociźnie najczęściej mści się najdotkliwiej – i to już przy pierwszej poważniejszej zimie.
Najczęstsze błędy i jak ich unikać
Wiele osób zapomina o wydmuchaniu rur sprężonym powietrzem – to najczęstsza przyczyna pęknięć instalacji na wiosnę. Inni zostawiają zbyt wysoki poziom wody, przez co zamarzająca woda rozsadza skimmery i dysze. Kolejny błąd to oszczędzanie na chemii zimowej – tania „zastępcza” chemia często nie działa i wiosną basen jest zielony lub czarny.
Najdroższy błąd? Całkowite spuszczenie wody z basenu żelbetowego lub laminatowego bez odpowiedniego obniżenia poziomu wód gruntowych i bez pozostawienia kompensatorów ciśnienia (pływaków zimowych).
Kilka dni pracy oszczędza kilkanaście tysięcy złotych
Zimowanie basenu to proces, który wymaga uwagi i wykonania kilku czynności w odpowiedniej kolejności. Jednak jest to inwestycja czasu, która zwraca się wielokrotnie – zarówno w postaci oszczędności na naprawach, jak i komfortu psychicznego, że wiosną nie czeka nas przykra niespodzianka.
Jeśli zrobisz to dobrze raz, kolejne sezony będą już tylko rutyną. Warto potraktować ten zabieg jako naturalne zwieńczenie udanego lata przy basenie – i spokojnie czekać na kolejną wiosnę.